Kiedyś porównywałem się do modeli w magazynach. Teraz Instagram jest magazynem.
Jak każdy lubię ładne rzeczy, oczywiście każdy ma inną charakterystykę piękna szczególnie jeśli chodzi o ludzkie ciało: Można się więc spierać czy piegi są atrybutem albo czy facet lepiej wygląda z brodą, bez albo jaki kształt ma brzuch idealny i gdzie jest limit owłosionej klaty, chyba że ta wydepilowana akurat wygląda niczym pomnik Herculesa. W całym tym zgiełku preferencji, mamy też pewien idealny obraz siebie samych, obraz który chcielibyśmy kiedyś osiągnąć ale z racji tego że jest obrazem idealnym i wciąż zmieniającym się jest wiecznie poza naszym zasięgiem. Bo przecież nikt nie nie mówi: „- O! już jest perfekcyjnie”, a przynajmniej tak mi się wydaję.
Dlatego też nic nie mogłem poradzić że rozpływałem się w grzesznej przyjemności podziwiania pięknych ciał innych ludzi. Początkowo tylko od czasu do czasu wertując strony modowych magazynów dla panów, wybierając które ciało chciałbym mieć gdyby zjawiła się nagle wróżka gotowa spełnić moje życzenie. Niesamowitą przyjemność sprawiało mi samo gapienie się na Channinga Tatum na okładce jakiegoś kolorowego magazynu – te kilka spojrzeń było zupełnie wystarczające.
Wtem Instagram pojawił się na horyzoncie i obrócił wszystko w gówno.
Zminimalizował moją percepcje na widok pięknych ‚półbogów’ i znormalizował moją estetykę męskiego ciała, wszyscy ci szalenie przystojni panowie z czasem objawiali mi się jako zupełnie normalni a co gorsza okazało się bowiem że na świecie jest w chuj tak obdarzonych ludzi!
To był ten moment gdzie zaczynają się problemy dla kogoś takiego jak ja:
Dwudziestokilkuletni gej zaczyna czuć presje społeczną (szczególnie w środowisku LGBT) ze względu na wygląd bo wygląd to przecież karta przetargowa. I nagle już nie jestem ‚normalny’ bo nie mam sześciopaka ani klaty Chrisa Hemswortha.
Miałem kiedyś sąsiada, zupełnie zwyczajny chłopak. Mniej więcej w moim wieku, z gromadą znajomych i partnerem u boku, który też nie był nikim szczególnie nadzwyczajnym.
Nawet w pracy zarabiał mniej więcej tyle co ja. Zupełnie zwyczajny z jednym wyjątkiem – osiągnął ten poziom piękna o którym ja mogłem tylko pomarzyć a to oczywiście strasznie mnie ubodło.
Boska klata mojego sąsiada rozżarzyła rzekę wewnętrznych pytań:
‚Czy to ma jakiś związek z moim wiekiem?’ – Będąc dwudziestokilkulatkiem gotowym podbić świat – nie byłem świadomy że to świat może podbić mnie – moje ciało aktualnie różniło się diametralnie od tego jak sam siebie widziałem. Wtedy patrzyłem na swoje ciało tak jak patrzy się na partnera na początku związku jakby było najpiękniejszą osobą którą kiedykolwiek widziałeś. Zawsze musiałem spojrzeć na siebie w lustrze żeby przypomnieć sobie że ta perfekcyjna skóra, wspaniałe ramiona kołyszące się w rytm muzyki z telefonu gdzieś na głównej ulicy mojego miasta to jedynie wyobrażenie w mojej głowie. I tak było przez wiele lat zanim mógłbym wyobrazić sobie timeline Instagrama gdzie można posegregować zdjęcia wg hashtagów #silownia z opisem że jest mega wycisk gdzie moża zobaczyć wszystkie te wyidealizowane zdjęcia.
Przez te wszystkie lata próbowałem wyjść zawsze na przeciw temu że porównuje się z innymi. Wierzyłem że to ja wciąż rozdaje karty. Ja i moje ciało często braliśmy długie spacery gdzie jedliśmy ulubione lody. Dzieliliśmy się spaghetti jak w Pięknej i Bestii. Kochaliśmy się. Dbaliśmy o siebie na wzajem. Nasze wewnętrzne walki zawsze kończyły się przytulasem na zgodę i klepnięciem w plecy za ‚dobrą robotę’.
Mówi się że ignorancja jest błogosławieństwem. Moja ‚nowa’ świadomość tego całego piękna na świecie podkreśliła wielkim czerwonym mazakiem wszystkie moje niedoskonałości. A najgorsze było to że stało się to boleśnie realne, intruzywna wersja mojego modowego magazynu dla mężczyzn – Instagram – ograbiła mnie z niewinnego aktu patrzenia na zdjęcie Channinga Tantuma. Została mi zabrana najważniejsza rzecz tego mojego małego rytuału – aspiracja. Jakiś czas temu, nawet całkiem niedawno jeśli mam być szczery, chciałem być Channingiem. Chciałem wszystkiego co go dotyczy – chciałem jego ciała, jego twarzy, jego zarobków i atencji jaką zawsze ma. Chciałem całego pakietu w każdym sensie.
A teraz? Prócz wciąż niezaprzeczalnie pięknego brzucha i klaty mojego byłego sąsiada nie chciałbym być zadnym z nich. Czemu miałbym chcieć? Oni tak samo jak ja mają niedoskonałości. Mój sąsiad śpiewał pod prysznicem i to tak źle ze tego nie dało się słuchać – ja akurat w tym wypadku śpiewam lepiej. I jedyną rzeczą jaka została z tego całego ‚chcenia’ jest jego wygląd. I teraz gdy sobie to uświadomiłem okazało się że kiedyś całkiem zdrowa relacja z moim własnym ciałem jest teraz jak z dawnego serialu na polsacie ‚Świat według Bundych’ – ‚Jesteśmy zawsze razem ale nienawidzimy się wzajemnie’.
Niestety pojawienie się tej prostej aplikacji razem ze zmianami życiowymi wpływa na sposób w jaki dbam o swoje ciało – układam sobie życie z długoletnim partnerem, pracuję przynajmniej 10-12h dziennie zostaje z brakiem czasu na siłownię, gdzie zamiast na piechotę muszę brać metro by wyjść na kolacje czy spotkanie ze znajomymi. To kompletnie zmieniło moje życie i teraz i ja i moje ciało jesteśmy zazdrośni o te wszystkie ‚zdrowsze pary’ („Widziałeś? Sąsiad poszedł dziś znów na siłownię a Ty wciąż nie ruszyłeś dupy od kilku lat”)
Wiem co myślicie! Że mógłbym przestać followować tych ludzi na Insta. Albo że mógłbym po prostu odinstalować apkę i żyć w błogiej niewiedzy, że ci ludzie którzy chcą żebym czół się gorzej w swoim ciele tylko szukają potwierdzenia w lajkach że są ładni i że mi tego nie trzeba.
Możecie tez powiedzieć że jestem zwykłą parówą, która nie potrafi dostosować się do dzisiejszych czasów.
Zastanawia mnie tylko jedno. Czy według Was Insta albo inne socialmedia wpływają na postrzeganie samego siebie i jeśli tak to czy ma to dobry wpływ czy może zły?
Dajcie znać co myślicie.
Wszyscy niezależnie od wieku, płci i orientacji oceniamy i porównujemy, jest to naleciałość ewolucyjna i tak jak plotkowanie miało swoje głębsze znaczenie na początku naszej drogi, tak samo ocenianie. Swoją droga to najlepszy test na tych: Ja tam nic przeciwko gejom nie mam ale… Spytać się pokazując palcem na jakiegoś faceta: Fajny co nie? Homofobiczny debil od razu zacznie skomleć że on nie wie, on nie ocenia facetów, on nie jest gejem… Natury nie oszukasz, każdy ocenia, każdy się porównuje, a ci twoi bogowie z insta i ich idealne fotki…. To piękna maska skrywająca bardzo dużo bólu, samotności, niezrozumienia i braku akceptacji. A co zostaje jak oświetlenie się wyłączy, usunie makijaż, wyłączy filtry, zmyje z gęby fałszywy uśmiech czy przestanie się napinać?
A twój sąsiad i jego ciało i jego siłownia… To czas wyrwany z życia, by gonić nieuchwytną i bezsensowną ideę którą wpajają nam piękne buzie z mediów, rygorystycznie selekcjonowane byle by tylko nie odbijać w czarnym lustrze rzeczywistości. Nie mówię że jego droga jest zła, ale jest jego, każdy powinien kroczyć własną ścieżką.
Czas wszystko weryfikuje, leczy rany i jak byśmy się nie starali odbiera nam nasz wspaniałe jędrne, witalne ciała… Nawet pieniądze nie są w stanie wygrać z czasem, spójrz na Madonnę, w DisneyLand animatroniki są bardziej naturalne i żywe niż ona, ta która nie umie zaakceptować tej smutnej prawdy i z godnością się zestarzeć, nie bądź jak Madonna, oglądaj ładnych panów skoro to ci sprawia przyjemność, ale czytaj Deziderate [https://www.desiderata.pl/] i krocz przez życie czerpiąc z niego ile się da, ile TY potrzebujesz, młodość przemija, a na starość nikt nigdy nie żałował wyglądu, ludzie żałują: Żałuję, że nie miałem więcej odwagi żyć życiem prawdziwym dla mnie, a nie życiem, którego oczekiwali ode mnie inni. Żałuję, że pracowałem tak ciężko. Żałuję, że nie miałem odwagi wyrażać swoich uczuć. Żałuję, że nie pozostawałem w kontakcie ze swoimi przyjaciółmi. Żałuję, że nie pozwoliłem sobie być szczęśliwszy. [na podstawie książki „The Top Five Regrets of The Dying” by Broonie Ware].
Ostatnia uwaga: Socialmedia jako takie są opanowane, tak jak realny świat, przez ekstrawertyków, więcej już chyba nie muszę wyjaśniać? A jak tak, pogoogluj sobie mój drogi w wolnym czasie.
PolubieniePolubione przez 1 osoba
Myśle że ani Insta ani żadne inne socialmedia nie muszą wpływać na to jak postrzegamy samych siebie. Bardziej zależy to od predyspozycji, dojrzałości i doświadczenia życiowego.
Kazdy na swój sposób napiętnowany jest tym co promuja media społecznościowe, reklama, telewizja itp tylko nie każdy ma w sobie siłe by bronić swojej tożsamości. Potrzeba na to ogromnej pracy, kilkunastu lat życia, coraz bardziej niezależnego, samodzielnego myślenia, budowania swojego świata wspólnie z takimi, a nie innymi ludźmi, szukania swojego środowiska i poczucia energii aby wreszcie kiedyś dotrzeć do tego, że to wszyscy inni, ci potępiający, źle oceniający, wyciągający pośpieszne wnioski, czegoś się obawiający, że to oni nie mają racji, ze są śmieszni, krzywdzący i niesprawiedliwi.
PolubieniePolubienie
Nigdy nie myslalem o tym zeby sie zabic bo jestem inny. Pewnie dlatego ze nie spotkalo mnie wiele przykrych sytuacji a moze dlatego ze jestem silny.
Z perspektywy czasu, sama mysl o tym wydaje mi sie niedorzecznym pomyslem, to tak jakbym chcial sie zabic bo mam niebieskie oczy a nie piwne albo ze nie jestem wystarczajaco przystojny.
Stop. Poprawka. Mam to szczescie ze siebie kocham 😂
PolubieniePolubienie