
Dla mnie coming out nie jest wydarzeniem, a procesem. Trwa on od wielu lat i wciąż są osoby czy obszary w moim życiu, gdzie moja orientacja seksualna nie pojawia się jako temat, choć wystarczy zerknąć na mój blog czy poczytać artykuły, by wiedzieć co i jak.
Robert Eichberg dzieli coming out na trzy fazy. W fazie „osobistej” człowiek uświadamia sobie swoją nieheteroseksualność i uczy się ją akceptować. W fazie „prywatnej” mówi o swojej nieheteroseksualności najbliższym, a w fazie „publicznej” — na przykład w miejscu pracy. U mnie kolejność ta została zaburzona, a najtrudniejszą i najdłużej trwającą była faza „osobista”. Wydaje mi się zresztą, że właśnie coming out przed sobą samym, jako element budowania samoakceptacji, jest najważniejszy.
O tym, że nie jestem heteroseksualny wiedziałem chyba od zawsze. Na pewno na długo przed tym, gdy dowiedziałem się, że nazywa się mnie „homoseksualistą”. A dowiedziałem się z broszury rozdawanej przez katechetę — wynikało z niej jednoznacznie, że jestem dewiantem. I że prędzej czy później zacznę czyhać na chłopców, by ich zdeprawować. Zinternalizowana homofobia towarzyszyła mi w życiu bardzo długo, co miało swoje przełożenie na to, jak wyglądał mój proces wychodzenia z szafy.
Pierwszy etap coming outu był wymuszony. Pod koniec podstawówki mama przeczytała mój pamiętnik, w którym opisałem uczucia do kolegi z klatki obok. Rozpętało się piekło. Przez kilka dni zostawiała mi jedzenie pod drzwiami pokoju i unikała jakiegokolwiek kontaktu. Nie byłem wtedy gotów, by przez to przejść i wyparłem się siebie, mówiąc, że wszystko wymyśliłem pod wpływem (bodaj) filmu. Drugi raz próbowałem wyautować się sam. Było to w liceum. W efekcie mama popłakała się, powiedziała, że oglądam za dużo amerykańskich filmów i zanegowała to, co powiedziałem. Coming out udał się za trzecim razem, gdy byłem na studiach i miałem chłopaka.
Dziś nasze relacje są świetne i cieszę się, że możemy spotykać się razem z mamą i moim chłopakiem. Przed koleżeństwem zacząłem wyoutowywać się w liceum i nie miałem wśród nich większych problemów z akceptacją. Największym problemem byłem dla siebie chyba ja sam. Poczucie grzechu i dewiacji było we mnie bardzo silne. Rozładowywałem je ostentacyjną pobożnością i wymyślaniem religijnych wymówek, które dopuszczały bliskość z mężczyzną. Na pierwszym roku studiów powiedziałem o sobie kilku osobom. Pamiętam jak dziś dyskusję w parku z moimi serdecznymi znajomymi, którzy odpierali homofobiczne argumenty jednego ze studentów. Gdy merytoryczne argumenty nie pomagały poprosiłem w końcu, by odniósł swoje zarzuty do mnie jako geja. Ten nieplanowany coming out miał piękny skutek — nutkę pretensji, że nie miałem wcześniej odwagi, by bliskim o sobie powiedzieć.
Nie wiem, który moment mogę uznać za fazę „publiczną” coming outu. Zwyczajnie przestałem się bać bronić godności osób LGBT i zacząłem po prostu żyć. To zaś zaczęło się w momencie, gdy spróbowałem siebie zaakceptować. Stało się to za sprawą mojej przyjaciółki Ishbel, która w jednym z listów trochę mi nawtykała w kontekście spraw sercowych i religijnych. Napisała mi, że Kościół jak instytucja jest maszyną, której tryby mielą indywidualnych członków. Miłość zaś pozwala stać się kimś indywidualnym. I że czas, żebym wybrał. Ale że nie ma sensu utożsamiania miłość z grzechem, krzywdzenia tym siebie. A ja dodam — także innych.
Myślę dziś, że gdyby było mnie stać na coming out przed sobą — czyli na świadomość, kim jestem, i na zaakceptowanie tego, kim jestem — dużo wcześniej, mniej ran zadałbym sobie i innym. Myślę też, że dużo by zmieniła świadomość, że takie outowanie to proces do końca życia(poznanie samego siebie nigdy się nie kończy) i że każde „ujawnienie” to moment, który coś wieńczy i coś zaczyna. Nie chciałbym wrócić do szafy — mimo że wciąż ma rozmaite lęki i kompleksy, mimo że posturą nie pasują do mainstreamowego wyglądu itd. itp., to jednak w szafie lęk ma zdecydowanie większe oczy.
Marcin
Dzięki Marcinie, za Twoją opowieść, może ktoś dzięki temu nabierze odwagi by walczyć o swoje szczęście.
Wasze historie o Coming Oucie, możecie przesyłać na maila fajnyjestesmaszchlopaka@gmail.com lub na priv fb.com/fajny