Na początku znosiłem ten stan dość dobrze, choć chodziłem wk*iony", potem było już tylko gorzej. Zamartwiałem się na zapas, stresowałem tak bardzo, że po nocach nie mogłem spać, wiele razy w sytuacji apogeum stresu, krew zaczynała lecieć ciurkiem z nosa. Byłem wiecznie poirytowany a małe nieporozumienia przeradzały się w ciągu kilku sekund w nieokiełznane awantury. … Czytaj dalej Zrobiłem sobie dobrze