Na blacie baru stał kieliszek. Do połowy pełny, a może do połowy pusty, zależy jak patrzeć, a o czwartej nad ranem patrzy się różnie. Tequila. Sól obok nietknięta. Limonka wyciśnięta tylko trochę, jakby ktoś w trakcie zmienił zdanie. Wypił połowę. Więcej nie dał rady i szczerze mówiąc, na jego miejscu też bym nie dał. Ale … Czytaj dalej Ile lat dzieli mnie od tego rogu?
Tag: londyn
Wypompowany, ale (prawie) bez stresu
Zero stresu. Tak mówię, kiedy ktoś pyta, jak w pracy. I w sumie to nawet prawda. Wróciłem do dawnej firmy, na stanowisko po kimś, kto siedział tam cztery lata. Dostałem osiem dni szkolenia. Osiem. Bo przecież znam system, więc wszystko jasne. Tyle że system to jedno, a dział, klienci i cała reszta, której nikt mi … Czytaj dalej Wypompowany, ale (prawie) bez stresu
Miłość w rozmytych literach
Wtorek. Środek dnia, nic specjalnego. Stoję w kolejce do kasy samoobsługowej w Tesco na Essex Road, torba już w ręku, telefon w kieszeni brzęczy trzeci raz z rzędu. Kasa piszczy "unexpected item in bagging area", jakiś facet za mną wzdycha głośno, jakby to był mój osobisty grzech. Wyciągam telefon żeby to uciszyć i widzę jedno … Czytaj dalej Miłość w rozmytych literach
Chciałem go mieć. Chciałem nim być.
Zoomujesz zdjęcie, robisz to pięćdziesiąty raz w tym tygodniu i mówisz do siebie pod nosem - 'ale przystojny'. Sam robiłem to setki razy. Scrolluję instagrama, zatrzymuję się na jakimś idealnie przyciętym zaroście, na klacie, uśmiechu, który wygląda jakby ktoś go wyreżyserował, na oczach, które hipnotyzują nawet przez ekran telefonu. I od razu przychodzi ta myśl, … Czytaj dalej Chciałem go mieć. Chciałem nim być.
Coming out, który nigdy się nie kończy
Recepcjonista w robocie o dziewiątej rano, w budynku przy lotnisku, pyta mnie, czy mam żonę. Nie 'partnera'. Nie 'kogoś'. Żonę. Patrzy na mnie tak, jakby to pytanie nie miało w sobie żadnego ryzyka, bo dla niego go nie ma. Dla mnie w tej sekundzie jest ich kilka na raz: powiedzieć prawdę i zobaczyć, co zrobi … Czytaj dalej Coming out, który nigdy się nie kończy
53 dni bez deszczu
Pada. Pierwszy raz od pięćdziesięciu trzech dni. Nie liczyłem tego w żadnej aplikacji, z dumą amatora statystyk sprawdzającego wykresy. Po prostu w pewnym momencie dotarło do mnie, że nie pamiętam, kiedy ostatni raz słyszałem ten dźwięk na parapecie. Londyn niby zbudował swoją tożsamość na deszczu, a potrafi mnie zaskoczyć suszą ciągnącą się prawie dwa miesiące. … Czytaj dalej 53 dni bez deszczu
Prawie miesiąc później
Prawie miesiąc. Tyle już minęło od powrotu do nowej-starej pracy, którą znam a i tak zdążyła mnie zaskoczyć na kilka sposobów, o jakich bym nie pomyślał. Zacznę od tego, co ciężkie, bo najwięcej z tego miesiąca zajęło. Szkolenia. Masa szkoleń. Nie dlatego, że czegoś nie umiem, tylko dlatego, że HR musi mieć podkładkę, że wszystko … Czytaj dalej Prawie miesiąc później
Zegar pod kopułą – opowiadanie
St Pancras pachnie kawą z automatów i rozgrzanym metalem szyn, nawet o poranku, nawet kiedy hala jest w miarę pusta. Świeci tam ten wielki zegar pod szklaną kopułą - wierna replika wiktoriańskiego oryginału, który spadł i rozbił się przy demontażu w latach siedemdziesiątych, odtworzony jakieś 20 lat temu. Ma niecałe sześć metrów średnicy, ale w … Czytaj dalej Zegar pod kopułą – opowiadanie
Zrobiłem sobie dobrze
Na początku znosiłem ten stan dość dobrze, choć chodziłem wk*iony", potem było już tylko gorzej. Zamartwiałem się na zapas, stresowałem tak bardzo, że po nocach nie mogłem spać, wiele razy w sytuacji apogeum stresu, krew zaczynała lecieć ciurkiem z nosa. Byłem wiecznie poirytowany a małe nieporozumienia przeradzały się w ciągu kilku sekund w nieokiełznane awantury. … Czytaj dalej Zrobiłem sobie dobrze