Bramkarz zapytał o to tak, jak pyta się o godzinę. Stałem w drzwiach mokry, bo nad Dublinem szalał akurat sztorm, a on najpierw upewnił się, że jestem tu pierwszy raz. Musiałem wyglądać na turystę. Przytaknąłem. Wtedy padło to drugie pytanie.
Odpowiedziałem, że wiem. Że to gay pub. Odsunął się i wpuścił mnie do środka.
W Dublinie byłem wtedy od kilku godzin i zupełnie nie z własnego wyboru. Wcześniej tego dnia zadzwoniła moja poprzednia praca: sytuacja awaryjna, robota do zrobienia na miejscu, czy mógłbym. Mogłem. W Dublinie jeszcze nigdy nie byłem, więc długo się nie zastanawiałem. Taksówka na Heathrow, samolot, dwie godziny komplikacji i w końcu było po wszystkim. Lało jak cholera. Taksówka czekała na mnie kilka minut, zanim w ogóle udało mi się odczytać jej rejestrację przez tę ścianę wody. Hotel, chwila spokoju. A potem uznałem, że grzechem byłoby wyjechać z Dublina bez piwa.
Prawie wszystkie puby zamykały się o wpół do dwunastej. The George, najstarszy gejowski pub w Dublinie, był otwarty do trzeciej. Wybór zrobił się sam.
Tylko to pytanie bramkarza. Chronił ludzi w środku przed kimś, kto pomylił drzwi? Czy turystę przed miną człowieka, który zamówił herbatę, a dostał whisky? Może jedno i drugie. Może to po prostu procedura, powtarzana tak często, że nikt już nie pamięta, po co ją wymyślono.
W środku było pełno po brzegi, na obu piętrach. Jestem introwertykiem, ale mam swój próg i wynosi on dokładnie dwa piwa. Po drugim skrępowanie mija. Stanąłem przy barierce na górze i patrzyłem na tańczących na dole. Podobno kiedyś to właśnie góra była tym gejowskim pubem, a dół zwykłym barem. Teraz było odwrotnie, a właściwie wszędzie tak samo.
W którymś momencie zagadał do mnie chłopak stojący obok. Przywitanie, stuknięcie piwem, bo tak wypada. Od słowa do słowa wyszło, że jest z Mauritiusa, a w Dublinie mieszka od dwudziestu lat. Dłużej, niż ja mieszkam w Londynie. Wypiliśmy jeszcze po jednym, potem się pożegnał, bo rano szedł do pracy.
Tyle.
Ja zostałem do końca. Zszedłem nawet na parkiet, sam, na kilka piosenek. Introwertyk w obcym mieście, tańczący bez nikogo. Chyba właśnie po to istnieją takie miejsca.
Potem zapalili światła.
Szukania taksówki w deszczu po kilku piwach nie polecam nikomu. Spałem może trzy godziny. Rano w biegu łapałem taksówkę na lotnisko i za kierownicą siedział Polak, więc program był obowiązkowy: polityka, praca, pogoda. Narzekanie z rodakiem na irlandzką pogodę ma w sobie coś z rytuału, którego nikt nie ustalał, a wszyscy znają. Cały lot przespałem. Do domu dotarłem z lekkim kacem i resztę odespałem już we własnym łóżku.

Co do bramkarza może po prostu wyglądałeś mu na zbyt heterooptycznego jak na to miejsce i chciał się upewnić, że nie pomyliłeś adresów. A może sam wpadłeś mu w oko i chłop nie potrafił inaczej zagadać, więc postawił na pytanie służbowe. W końcu każdy jakoś musi zacząć rozmowę 😀
PolubieniePolubione przez 1 osoba
Myślę, że bramkarz raczej był wygadany i gdyby chciał poderwać autora bloga, zrobiłby to inaczej – ale nie się mylić 😄
PolubieniePolubione przez 2 ludzi
Wygadany bramkarz to jak madra blondynka🤣
PolubieniePolubione przez 1 osoba
Naprawdę? 😁 Nie wiem, możesz mieć rację, ja nie chodzę do klubów ale wydawało mi się, że bramkarz na kontakt z ludźmi i raczej łatwo nawiązuje kontakty 🤔
PolubieniePolubione przez 2 ludzi
Po prostu chciał mieć pewność że wiem gdzie wchodzę, nie doszukiwałbym się żadnego drugiego dna. Najwyraźniej w jego mniemaniu nie wyglądałem jak typowy bywalec takich miejsc.
PolubieniePolubione przez 1 osoba
W tego typu klubach wszyscy bardzo łatwo nawiązują kontakty a panowie bramkarze pilnują porządku 🤣
PolubieniePolubione przez 1 osoba
A to akurat prawda 😅
PolubieniePolubione przez 1 osoba