Zrobiłem sobie dobrze

pexel2a

Na początku znosiłem ten stan dość dobrze, choć chodziłem wk*iony”, potem było już tylko gorzej. Zamartwiałem się na zapas, stresowałem tak bardzo, że po nocach nie mogłem spać, wiele razy w sytuacji apogeum stresu, krew zaczynała lecieć ciurkiem z nosa. Byłem wiecznie poirytowany a małe nieporozumienia przeradzały się w ciągu kilku sekund w nieokiełznane awantury. Przestałem mieć ochotę na seks z partnerem, za to uciekłem w filmy xxx, zamknąłem się w sobie dość znacznie. To był efekt pracy w miejscu, którego nie lubiłem, z ludźmi, których mentalności nie rozumiałem.To był ewidentny dowód na to że za bardzo wszystkim dookoła się przejmuję. Martwiłem się totalnie wszystkim, a co gorsza martwiłem się rzeczami na które wpływu nie miałem. Nie spałem myśląc o zdrowiu mamy, potem odtwarzałem w głowie wszelkie złe chwile z całego dnia w pracy, przeklinałem sam siebie za wszystkie życiowe błędy z przeszłości. W myślach niejednokrotnie rugałem siebie jak przedszkolaka.

Chcąc cos zmienić w kwestii pracy, zatrudniłem się w jednym z najdroższych domów handlowych w Londynie, mając nadzieję, że ‚tu będzie lepiej’ – było. Finansowo to miejsce gdzie spokojnie mogłeś pracować latami. Gdy co miesiąc wpada ci do kieszeni w dobrych miesiącach jakieś 3tys funtów to wiesz, że możesz wieść spokojne życie bez zmartwień – przynajmniej teoretycznie. Dopiero po czasie zrozumiałem skąd tak duża rotacja ludzi. Pieniądze nie rekompensowały stresu, ludzie odchodzili albo zwalniali ich bezimienni szefowie z Head Office’u.

Tego dnia mój szef zawołał mnie do siebie informując że musimy porozmawiać. Nieco się zdziwiłem bo nie widziałem ani potrzeby ani powodu aby rozmawiać, myślałem że to standardowa procedura.
Gdy wszedłem do biura trzymał przed sobą kilka dokumentów. Zaczął informować o polityce firmy, regulaminie i tym, że jakiś czas temu zamontowali ukryte kamery ‚gdzieniegdzie’. Kiwałem głową przytakując, że rozumiem, że regulamin jest mi znany i że wszystko wg mnie jest okej. Wtedy też dotarło do mnie że przedstawia mi punkty które rzekomo złamałem. Odpowiedziałem zgodnie z prawdą, że nie miało nic takiego miejsca, na co on zareagował tylko ciszą. Oboje wiedzieliśmy, ze mam rację ale decyzja o moim zwolnieniu zapadła wiele dni temu ( w sumie oprócz mnie zwolnili też tego dnia około 9 osób).  Pamiętam, że milczeliśmy jakoś z 1-2 minuty a we mnie szalały uczucia gniewu, rozżalenia i bezsilności. Chwilę później ochrona zabrała mi kartę dostępu i wyprowadziła z budynku.

To był ten moment.
Moment zmian, decyzji, przewartościowania świata. Zadzwoniłem do swojej przyjaciółki, pojechałem do niej odpocząć. Kasia (bo tak jej na imię) mieszka w pięknej małej wiosce na wschodzie Anglii, popiliśmy, pobawiliśmy się w miejscowych pubach i przestałem wmawiać sobie, że praca i pieniądze są ważniejsze niż rodzina, przyjaciele i spokój ducha. Wtedy też obiecałem sobie że koniec z pogonią za tym, koniec z stresem i upokarzaniem samego siebie. Postanowiłem że zrobię sobie wakacje ‚od wszystkiego’, nie pracowałem kilka miesięcy, pojechałem do Niemiec odwiedzić rodzinę, spotkać się z przyjaciółmi z Polski, i z chłopakiem na wakacje do Hiszpanii, zamieszkaliśmy razem, dałem sobie w końcu ‚na luz’. Dotarło do mnie, że nie ma sensu psuć sobie nerwów, zamartwiać rzeczami na które nie mam wpływu. Zdałem sobie sprawę, że mam prawo się mylić i popełniać błędy, dałem sobie też pozwolenie na życiowe ‚mam to w dupie’.

Dziś nie zarabiam super dużej kasy ale jestem w bliższych kontaktach z przyjaciółmi i co najważniejsze jestem spokojniejszy, śpię dobrze i chyba nawet jestem szczęśliwy. Zatem polecam nie zamartwiać się, nie dręczyć bez końca. Czasami odpuszczenie sobie jest najlepszym co możemy zrobić. Świata nie zmienimy, zmienić jedynie możemy swoje myślenie. Od tego wszystko się zaczyna.

2 myśli w temacie “Zrobiłem sobie dobrze

  1. Wow, jak mym pisał o sobie…. Przez polska mentalność (a raczej sytuacje w polsce) wierzyłem że trzeba brać udział w tym wyścigu szczurów by mieć zawsze więcej, lepiej itd… Teraz mam tą samą pracę od 4 lat, obecnie co prawda staram się ja zmienić bo mnie nudzi, ale bez pośpiechu i zwalniania się… W rzece pieniędzy nie pływam, ale stać mnie na dobre życie i nawet coś odłożę…. Ale najważniejsze w niej jest że wychodząc z pracy… Tam się praca kończy, nie myślę o niej, nie analizuje, nie zadręczam się i nie stresuje… Ba… Czasami (zwykle pod koniec miesiąca jak się kasa kończy a z nią opcje rozrywki) nawet cieszę się że idę tam, jest tam kilka pojebanych osób ale jest też stado wspaniałych ludzi, wliczając mego przełożonego, którzy to jak się pytają: Czy wszystko w porządku? Nie robią tego bo są ludzkimi podróbkami i tylko chcą wiedzieć (Pozdrawiam Tracy ¬_¬) a dla tego bo się martwią, chcą pomóc i pomagają w konsekwencji…

    Szkoda że tak długo…. I daleko… Zabrało mi by zrozumieć że pieniądze to nie wszystko i naprawdę, wewnętrzny spokój i brak stresu w robocie przekłada się na wszystko inne.

    Polubione przez 1 osoba

Dodaj odpowiedź do Azeleus Anuluj pisanie odpowiedzi

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.