Cenne Lekcje dla Nastolatków Gejów

Gdybym znowu był nastolatkiem, który dopiero odkrywał że jest gejem – chciałbym usiąść obok siebie i powiedzieć kilka prostych zdobytych w życiu prawd – nie jako guru, tylko jako ktoś, kto przeszedł przez wszystko a co czeka jeszcze moją nastoletnią wersję.

Pierwsze, co bym sobie powiedział, to: 

Nie musisz natychmiast wszystkiego wyjaśniać!

Wtedy, na początku, miałem wrażenie, że życie wymaga mojej jasnej deklaracji kim jestem, kto mi się podoba, czy będę „taki”, czy „siaki”. Myślałem, że muszę wiedzieć wszystko, bo inaczej „gdzieś” przepadnę. Dzisiejsza perspektywa jest zupełnie inna – bycie gejem to nie gotowy opis życia, tylko pytanie, które ewoluuje z czasem. Można być gejem i wciąż nie mieć jasnego planu na życie albo w ogóle żadnego planu.

Możesz lubić kogoś dziś, a jutro zadawać sobie pytania czy aby na pewno?
Możesz zakochac się w kimś a tydzień później zapomnieć o jego istnieniu.
Możesz nieodwzajemnić czyichś uczuć i wciąż nie być pewnym czy to właściwa decyzja.

To wszystko jest normalne i nie oznacza że jesteś zakłamany.

Kolejna rzeczą, któreą bym wtedy sobie powiedzial to:

Nie musisz być ani „pierwszy” ani „najlepszy” w niczym, żeby być kimś.

W młodości bardzo chciałem być widoczny, atrakcyjny – „być ciachem” w tym świecie, gdzie tyle zależy od pierwszego wrażenia. Wydawało mi się, że jeśli nie jestem idealnie zbudowany, nie mam setek zdjęć z kultowych wydarzeń ani nie jestem mistrzem w randkowaniu, nikt mnie nie zaakceptuje, nie zechce. Teraz wiem, że najważniejsze są te chwile, kiedy po prostu dajesz się zobaczyć dokładnie takim, jakim jesteś – z niedoskonałościami i krzywymi niewyedytowanymi uśmiechami na zdjęciach.
Bycie gejem nie wymaga perfekcji, tylko odwagi, żeby być widocznym, takim, jakim się jest.

Niech też będzie jasne.

Nie musisz być zawsze ze wszystkimi szczery, żeby być szczerym – wiem, brzmi jak paradoks ale wierz mi – ma to sens. Wtedy, w wieku 16–18 lat, czułem się zobowiązany, że „skoro mam coś na myśli, to muszę to wszystko opowiedzieć wszędzie i wszystkim”. Teraz, jako starszy gej, widzę, że to nie zawsze dobry – czasem – wręcz przeciwnie – niebezpieczny pomysł. Niekiedy lepiej jest zachować dla siebie pewne rzeczy, jeśli nie jesteś pewien, czy druga osoba je dobrze zrozumie albo czy nie wykorzysta tej wiedzy przeciw tobie. To, że nie opowiadasz wszystkiego rodzicom, nauczycielom, znajomym, nie oznacza, że kłamiesz. Oznacza to tylko, że chcesz i czujesz, że masz prawo do własnej przestrzeni i wciąż zmieniających się przemyśleń – tam, gdzie jesteś po prostu „ty”, a nie „kwestia do wyjaśnienia”.

Jednym z największych obowiązków, jakie na siebie wtedy nakładałem, był ten dotyczący seksu. Myślałem, że „jeśli jestem gejem, muszę już mieć seks z mężczyzną, inaczej nie jestem gejem”. Dziś wiem, że to jeden z najbardziej szkodliwych mitów, z jakimi się spotkałem. Nie musisz uprawiać seksu, żeby być gejem, ani żeby być kimś, kogo ktoś lubi. Czasem „nie mieć seksu” jest najlepszą formą ochrony siebie, swojego ciała i samopoczucia. To, że jesteś gejem, nie oznacza, że jesteś zobowiązany do spełnienia czyjegoś scenariusza życia. Najważniejsze, żebyś czuł się komfortowo, bez presji, czy musisz „zrobić” coś tylko dlatego, że tacy są „normalni”.

Nie musisz też być w niczym „pierwszy”, żeby być ważny.

W młodości miałem wrażenie, że akceptacja zależy od mojej widoczności i od tego, czy mam swoje „pierwsze” wyznanie, pierwszy związek czy pierwszy pocałunek. Teraz wiem, że często najważniejsze rzeczy dzieją się nie wtedy gdy jesteś w centrum uwagi, ale wtedy, gdy mówisz coś, co komuś przychodzi do głowy, a inni tego nie powiedzą. Wtedy nie musisz być pierwszym, żeby być usłyszanym. Czasem wystarczy, że mówisz coś wartościowego, co nikomu nie przyszło do głowy – to buduje szacunek. Najwięcej zasługi nie zdobywa osoba, która pierwsza krzyknie „jestem gejem”, ale ta, która pierwsza powiedziała, że nie ma w tym nic złego.

Jeszcze jedna rzecz (bardzo ważna), którą bym wtedy powiedział: 

Nie musisz być perfekcyjny, żeby być pamiętany.

Wtedy wydawało mi się, że skoro jestem „inny”, to muszę być „lepszy” od innych, żeby być akceptowany. To ciężka presja, która niszczy samoocenę. Czasem ludzie mówią, że „to, co jest ważne, to to, co jest perfekcyjne”, ale w praktyce pamiętają właśnie te chwile, kiedy jesteś zagubiony, smutny, zdenerwowany, a mimo wszystko wciąż zachowujesz się z honorem, szacunkiem i jak porządny człowiek. Wtedy naprawdę widać, kim jesteś: nie tylko „gejem”, ale kimś, kto zasługuje na równie wielki szacunek, właśnie przez swoją ludzką niedoskonałość a wszystkie pozostałe przymiotniki tego kim jesteś schodzą na dalszy plan.

Nie musisz też być wiecznie zajęty, żeby uchodzić za ważnego.

W młodości, gdy nie miałem nic do roboty, czułem się pusty, wręcz niezręcznie nieciekawy. Wydawało mi się, że aktywność równa się wartość. Teraz wiem, że „zajęcie” to nie miara, a raczej zabezpieczenie przed samotnością. Czasem najważniejsze rzeczy dzieją się wtedy, gdy siedzisz w domu, nikogo nie ma, a mimo wszystko czujesz się dobrze. To sygnał, że jesteś wystarczający sam dla siebie, a nie tylko a tylko w tandemie z kimś innym.

I jeszcze jedno, bardzo ważne.

Nie musisz być zawsze posłuszny, żeby być dobrym człowiekiem.

W młodości myślałem, że „skoro jestem inny, to muszę być zawsze grzeczny, ułożony żeby być akceptowany”. To prowadziło do ciągłego udawania, uginania się pod oczekiwaniami innych, tracenia własnego głosu. Teraz wiem, że czasem złościć się, wkurwić, mówić to co jest czasem nieprzyjemne, też jest formą bycia dobrym człowiekiem – szczerym człowiekiem. To, że nie zgadzam się z kimś, nie oznacza, że go nie szanuję. Czasem po prostu najbardziej szanuję siebie, gdy mówię, że coś jest złe, nawet jeśli inni tego nie chcą usłyszeć. To, że jestem gejem, nie oznacza, że muszę zgadzać się na wszystko albo, że moje zdanie ma mniejszą wartość.

I na koniec. 

Nie musisz być wciąż z kimś innym, żeby być szczęśliwy.

W wielu narracjach o młodych gejach wydaje się, że życie zaczyna się dopiero wtedy, gdy jest z kimś w związku, z kimś, kto „cię naprawi”, dopełni egzystencję i dzięki temu wszelkie trudności znikną i życie będzie jak w bollywódzkich produkcjach. Zupełnie nie prawda. Jasne, relacje mogą dodać wiele radości, ale nie są jedynym źródłem szczęścia. Czasem najbardziej szczęśliwy jestem wtedy, gdy jestem w domu, nie mam nikogo przy mnie, a mimo wszystko czuję się spokojny, że mogę pobyć „sam”. To jest sygnał, że jestem wystarczający sam dla siebie, a nie tylko dla kogoś innego lub tylko z kimś innym.

Gdybym mógł cofnąć się w czasie, chciałbym usiąść obok tamtego nastolatka‑geja i powiedzieć: „nie musisz być tym wszystkim, żeby być kimś. Możesz być gejem, i nadal się wahać ale mimo wszystko mieć swoje zasady i marzenia na przyszłość”. I właśnie to chciałbym przekazać każdemu nastolatkowi‑gejowi, który teraz czyta ten tekst – nie musisz być „idealnym”, żeby być „prawdziwym”. Najlepiej być po prostu sobą, z niedoskonałościami, wadami, z gorszymi dniami, z marzeniami, przemyśleniami, i ideałami.

Dodaj komentarz

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.