Chyba nikt nigdy nie powiedział, że mój głos brzmi gejowsko. Raczej odwrotnie- zaskoczenie, że nie brzmi. Jakby to była jakaś ulga dla rozmówcy, albo mały test, który przeszedłem bez świadomości, że w ogóle trwa.
Ciekawe, że chyba raczej nikt w ogóle nie zastanawia się nad własnym głosem, dopóki ktoś inny nie zrobi tego za nich.
Bo to nie jest pytanie, które sam sobie zadajesz. To pytanie, które raczej ktoś ci zadaje – czasem wprost, czasem samym tonem zdziwienia – i dopiero wtedy zaczynasz słyszeć siebie tak, jak słyszą cię inni. Z zewnątrz. Jak nagranie z automatycznej sekretarki, które nie brzmi jak ty, a jednak to ty.
Czy istnieje „gejowski głos”? Co mówi na to nauka
Bo tak w ogóle to nie istnieje żaden gen „gejowskiego głosu”. Nauka to sprawdzała, na serio, z nagraniami i słuchaczami próbującymi zgadywać orientację po samym brzmieniu i wychodzi na to, że to co ludzie nazywają „gejowskim głosem”, to zwyczajnie głos męski brzmiący nieco bardziej jak głos przypisywany kobietom. Wyższy. Bardziej melodyjny. I ma to więcej wspólnego z tym, kogo słuchałeś jako dziecko i czy dorastałeś otoczony kobietami, czy identyfikowałeś się z nimi bardziej niż z chłopakami z podwórka niż z tym, kogo wolisz w łóżku.
Więc głos to nie jest metka przypięta już w brzuchu matki. To jest coś, co się złożyło z tysięcy godzin słuchania kogoś, kogo najbardziej chciałeś naśladować.
Dlaczego to sami geje najbardziej się na siebie wściekają
No a jednak – i tu ta część, przy której robi mi się bardziej nieswojo – to często sami geje najmocniej depczą po tych, którzy „brzmią zbyt gejowsko”. Nie hetero. Nie rodzina. Swoi. I nie chodzi tu o obronę męskości, chociaż tak to sobie chyba tłumaczą. Chodzi o coś dużo brzydszego- o pogardę dla kobiecości, którą się w sobie nosi i której nie ma odwagi nazwać po imieniu. Łatwiej kurwa nienawidzić kogoś zniewieściałe „ssss” niż przyznać, że sam boisz się brzmieć jak to, czym cię obrażano.
Historia K.
Miał na imię Kuba, ale w internecie przedstawiał się jako „K.” bez powodu, po prostu tak było mu wygodniej.
Miał osiemnaście lat i telefon w kieszeni marynarki, kiedy dziadek zapytał go przy wigilijnym stole, czy „będzie mówił do żony jak pedał, czy się w końcu ogarnie”. Śmiech. Ktoś podał sałatkę. Nikt nie zaprotestował.
K. przez pół roku ćwiczył przed lustrem, jak mówić głębiej. Nagrywał się na dyktafonie, słuchał, wściekał się na własne „s”, na melodię, która wychodziła z niego mimowolnie. Znalazł na jakimś forum ćwiczenia dla transpłciowych mężczyzn na obniżanie głosu i robił je co wieczór, siedząc na brzegu wanny, żeby nikt nie usłyszał przez ścianę.
Udało mu się. Częściowo. Na tyle, że kiedy po latach zadzwonił do dziadka poinformować go o ślubie z notabene z mężczyzną, dziadek przez chwilę myślał, że rozmawia z kimś innym.
Ty to ty? – zapytał – Bo brzmisz teraz bardziej jak facet.
K. się nie roześmiał. Odłożył telefon i przez piętnaście minut siedział w ciszy, próbując przypomnieć sobie, jak brzmiał, zanim zaczął się siebie wstydzić. Nie pamiętał. To był chyba najgorszy moment tej całej historii – nie wigilia, nie forum, nie wanna i ciche ćwiczenia. Tylko to, że własny głos, ten prawdziwy, sprzed treningu, zniknął mu gdzieś po drodze i nie da się go już kurwa odzyskać.
Ile kosztuje „źle” brzmiący głos
To nie jest tylko wstyd. To realna, policzalna strata. W badaniach nad tym zjawiskiem osoby, których głos był odbierany jako „gejowski”, były oceniane jako mniej nadające się na stanowiska kierownicze i wyceniane niżej płacowo – na podstawie samego nagrania, bez żadnej innej informacji o kandydacie. Więc kiedy ktoś mówi „przesadzasz, to tylko głos” – nie, to jest coś, co potrafi zdecydować, ile kasy zarobisz.
I tu się pytam – po co to wszystko. Cały ten trening przed lustrem, wanna, dyktafon, wstyd, który K. dźwigał przez lata, żeby brzmieć „normalnie” dla kogoś, kto i tak znajdzie w tobie coś innego do skrytykowania.
Większość ludzi chce, żebyś brzmiał tak, jak im wygodnie. Ale to jest ich wygoda, nie twoja prawda. I może w pewnym momencie trzeba sobie po prostu odpuścić tę robotę nad własnym gardłem i pozwolić, żeby głos brzmiał tak, jak brzmi – bo jedyna osoba, która musi go codziennie słuchać od środka, to ty sam.
a tu kilka linków do badań i tekstów:
CORDIS PL: https://cordis.europa.eu/project/rcn/200908/brief/pl
CORDIS EN: https://cordis.europa.eu/project/rcn/200908/brief/en
NBC News: https://www.nbcnews.com/news/amp/ncna738261
Psychology Today: https://www.psychologytoday.com/us/blog/lgbtq-affirmative-psychology/202511/why-gay-men-judge-their-voices
NPR: https://www.npr.org/2015/07/09/420909126/a-documentarian-wonders-do-i-sound-gay
Toronto Star (PressReader): https://www.pressreader.com/canada/toronto-star/20150802/282213714533928

Nigdy się nad tym nawet nie zastanawiałem, dla mnie tembr głosu jest trochę jak kolor skóry, wzrost, kolor włosów, czy oczu, liczba piegow na nosie, intensywność owłosienia na ciele po prostu jedna z ludzkich cech. Jednym będzie się ktos podobał, innym nie, ale sam w sobie niczego nie definiuje. Pewnie z każdego powodu można nabawić się kompleksów, jeśli otoczenie wystarczająco długo daje do zrozumienia, że coś jest z tobą „nie tak”. Mnie akurat to nigdy nie dotyczyło, teraz mysle ze to chyba szczescie 🙂
PolubieniePolubienie
indywidualne cechy, tak jak mówisz są często postrzegane równie indywidualnie, dla jednych nie mają za bardzo znaczenia dla innych mogą być triggerem. właśnie ze względu na nieprzepracowane kompleksy.
PolubieniePolubione przez 1 osoba