Bardzo długo myślałem, że wiem jak wygląda konkretnie samotność. Że jest wtedy gdy nie masz nikogo. Nie masz partnera, nie masz randek, nie masz zbyt wielu ludzi wokół siebie. Tylko że im bardziej słuchałem historii innych gejów i zaglądnąłem w badania psychologiczne, tym bardziej zacząłem rozumieć jak bardzo się myliłem:
można mieć ludzi wokół siebie i nadal czuć się potwornie samotnym.
Można mieć dziesiątki rozmów na Grindrze, znajomych, czy nawet seks, a mimo to wracać wieczorem do domu z poczuciem pustki. Z myślą, której wielu z nas nawet nie chce wypowiadać na głos a co dopiero rzetelnie zmierzyć: ‘Czy jest ktoś, kto mnie naprawdę zna?’
Im więcej czytałem o samotności gejów, tym bardziej dochodziło do mnie, że to nie jest ani trochę prosty i łatwy temat. Nie chodzi tylko o bycie singlem. Chodzi o coś dużo głębszego.Psychologowie mówią o czymś, co nazywa się stresem mniejszościowym. Wiem, brzmi jakoś zbyt technicznie, ale kiedy zagłębiłem się o co naprawdę chodzi, miałem wrażenie, że ktoś po prostu opisał życie wielu z nas.
Dorastając jako gej, często uczymy się chować siebie na maxa. I Choć nie zawsze świadomi to uczymy się pilnować pewnych słów, tonować emocje i głos, kontrolować gesty. Non stop sprawdzamy, czy nie jesteśmy „przegięci”. Za miękcy. Za inni.I nawet jeśli nikt nigdy nie był dla nas otwarcie okrutny, wielu z nas przez lata żyje w takim cichym napięciu. W nieustannym pilnowaniu samego siebie. Problem w tym, że kiedy latami uczysz się chować, potem bardzo trudno nauczyć się pokazywać. A bliskość wymaga czegoś zupełnie innego.Wymaga pokazania siebie. Tego prawdziwego. Nie idealnego, nie pewnego siebie faceta ze zdjęć na insta. Nie kogoś, kto zawsze ma kontrolę. Tylko tej bardziej ludzkiej wersji. Trochę niepewnej. Czasem zagubionej.I tak właśnie myślę, że właśnie tu zaczyna się ta samotność wielu z nas. Nie dlatego, że brakuje nam ludzi.Tylko dlatego, że bardzo niewielu z nich widzi i zna nas naprawdę.
Jest jeszcze coś, o czym mówi się za mało.
Mam wrażenie, że wielu gejów emocjonalnie startuje później niż rówieśnicy.Znajomi hetero mieli pierwsze zauroczenia już w podstawówce, pierwsze dramy miłosne w liceum. Uczyli się bliskości, kiedy powinni i tak jak powinni. Wielu gejów nie miało tej przestrzeni. Niektórzy ukrywali się przez całe liceum. Niektórzy z nas pierwszy raz randkowali dopiero po coming oucie, już jako dorośli.I nie – to nie jest kwestia niedojrzałości.To kwestia tego, że pewne doświadczenia po prostu przyszły później, bo nie mieliśmy tych wszystkich możliwośći, bo mimo burzy hormonów musieliśmy się kontrolować, bo złamane serca przepłakiwaliśmy samotnie i tak by nikt nigdy tego nie widział. Może dlatego tak wielu facetów po trzydziestce mówi: „mam wrażenie, że dopiero uczę się relacji”. I coraz bardziej myślę, że to jest o wiele normalniejsze, niż nam się wydaje.
Nie chcę omijać tematu seksu, bo wiem, że to też ważne.
Wydaje mi się że czasem próbujemy nim zastąpić coś znacznie większego.
Nie mówię, że casual seks jest zły. Może być ekscytujący, przyjemny i zdrowy. Ale wiele razy, słuchając innych gejów, zauważam coś, co powraca jak bumerang: czasem nie szukamy seksu. Szukamy potwierdzenia, że ktoś nas chce. Że jesteśmy atrakcyjni. Że przez chwilę ktoś jest blisko. Ze emocjonalnie w tych chwilach czujemy ukojenie a pustka, która nam dokucza na codzień jest wtedy daleko i możemy o niej na chwile zapomnieć.I może dlatego tak wiele osób zna ten dziwny, nieco smutny moment zaraz po spotkaniu, kiedy zamiast poczuć się lepiej, czujesz się nie wiadomo czemu jeszcze bardziej samotny. Jakby coś ważnego miało się wydarzyć ale się jednak nie wydarzyło.
Bo kontakt to nie zawsze więź. A seks to nie zawsze bliskość.
Aplikacje. Tutaj mam mieszane uczucia.
Wiem, ile dobrego zrobiły. Ułatwiły poznawanie ludzi bardziej niż cokolwiek wcześniej.Sam dzięki Grindrowi poznałem swojego mężczyznę. Ale mam też wrażenie, że uczą nas czegoś, co potrafi być naprawdę niebezpieczne: oceniania kogoś w trzy sekundy i poczucia, że zaraz może pojawić się ktoś lepszy.
Można rozmawiać z dziesięcioma osobami jednocześnie i czuć się bardziej samotnym niż przed chwilą. Dużo kontaktu. Mało prawdziwego połączenia.
No i jeszcze wygląd.
Wydaje mi się, że wielu gejów żyje w poczuciu, że jeszcze nie jest „wystarczający”. Zawsze te same mantry – Jeszcze trochę schudnę. Jeszcze trochę mięśni. Jeszcze gładsza skóra. Jeszcze bardziej atrakcyjny. I dopiero wtedy ktoś mnie pokocha, zainteresuje sie mną, będzie mnie chciał. Tylko że ten moment jakoś nie przychodzi. A nie przychodzi bo poprzeczka ciągle się przesuwa.A samotność potrafi mówić do nas bardzo okrutnie: najpierw zasłuż na miłość.Coraz bardziej wierzę, że to tak jednak nie dziąła.I może najważniejsze – samotność nie zawsze oznacza brak ludzi. Czasem oznacza brak prawdziwej bliskości. Brak poczucia bezpieczeństwa. Brak miejsca, w którym można przestać grać jakąś wykreowaną dawno temu rolę.
Co pomaga? Nie mam jednej odpowiedzi. Ale coś, co pojawia się u wielu terapeutów pracujących z osobami LGBT, jest wspólne: największa zmiana zaczyna się, kiedy przestajesz szukać wyłącznie partnera, a zaczynasz szukać połączenia z ludźmi. Prawdziwych rozmów. Przyjaźni. Miejsc, gdzie nie trzeba udawać.Z pewnością pomaga też uczciwe pytanie do siebie:
czy szukam bliskości, czy tylko potwierdzenia, że jestem wystarczający?
Bo to nie zawsze jest to samo.
I na koniec, może najważniejsze:
jeśli czujesz się samotny, to naprawdę nie musi znaczyć, że coś jest z tobą nie tak.Czasem oznacza po prostu, że przez lata nauczyłeś się bardziej chronić siebie niż pozwalać sobie na bliskość.
A tego można się nauczyć od nowa.
Powoli. Bez presji.
I może właśnie od tego wszystko się zaczyna.
