Na blacie baru stał kieliszek. Do połowy pełny, a może do połowy pusty, zależy jak patrzeć, a o czwartej nad ranem patrzy się różnie. Tequila. Sól obok nietknięta. Limonka wyciśnięta tylko trochę, jakby ktoś w trakcie zmienił zdanie.
Wypił połowę. Więcej nie dał rady i szczerze mówiąc, na jego miejscu też bym nie dał.
Ale do tego jeszcze dojdę.
Wieczór zaczął się zupełnie przyzwoicie. Czterdziestka znajomego, jakieś piętnaście osób, które znają się od lat i które, gdyby ktoś posadził nas przy jednym stole bez kontekstu, wyglądałyby jak delegacja na szczycie dyplomatycznym. Filipiny, Pakistan, Emiraty, Łotwa, Anglia, Polska. Brazylia i Południowa Afryka nie dostały wolnego w pracy, więc skład był okrojony, i te puste krzesła było trochę czuć. Ale tak już mamy, że im bardziej jesteśmy z różnych stron, tym lepiej się dogadujemy. Nie umiem tego wytłumaczyć. Nie próbuję.
Cały stół zastawiony afgańskim jedzeniem. Gotowała kobieta, która ogłasza się na lokalnym portalu z menu właśnie na takie okazje, i było tak dobre, że przez pierwszą godzinę nikt nie rozmawiał. Ja odpowiadałem za muzykę i chyba trafiłem, bo tańczyliśmy do pierwszej. Solenizant odpowiadał za alkohol i tu trzeba uczciwie powiedzieć, że z ilością trochę przesadził. A my z mieszaniem.
Koło pierwszej stwierdziłem, że to dobry moment na saunę. Taksówka, centrum Londynu. Wiem. Kilka drinków za dużo i decyzja, której na trzeźwo bym nie podjął.
Podjąłem.
W gejowskiej saunie w środku nocy wszyscy wiedzą, po co przyszli. Ja przyszedłem chyba tylko po to, żeby noc jeszcze się nie kończyła.
Para w steam roomie była tak gęsta, że twarze wyłaniały się dopiero z odległości metra. On siedział w rogu na górnej ławce. Obok niego wolne miejsce, a właściwie całe wolne pół ławki, chociaż reszta siedziała ściśnięta. To się widzi od razu, nawet przez parę. W takim miejscu nikt nie patrzy na kogoś, kto nie jest… no właśnie. Kimś, po kogo się przyszło.
Usiadłem tam, bo było miejsce. Tyle. Rzucił coś o temperaturze, ja coś odpowiedziałem i jakoś poszło. Ma na imię Brian. Prawie osiemdziesiąt lat, sam to powiedział, z taką miną, jakby sprawdzał, czy teraz wstanę i pójdę.
Nie wstałem.
Po jakimś czasie dosiadł się chłopak z Nairobi, potem jeszcze jeden z Indii. Kilkadziesiąt lat różnicy między najmłodszym a najstarszym, trzy kontynenty i jeden Polak. Przenieśliśmy się na bar. Żarty, śmiech, kolejne drinki, które w tamtym momencie wydawały się świetnym pomysłem. I w którymś momencie namówiłem Briana na tequilę. Patrzył na ten kieliszek dobrą chwilę, jakby przypominał sobie, jak to się robi.
Pół.
A potem, już przy barze, powiedział, że żałuje. Nie tego, że jest stary, tylko tego, że nie jest młodszy, a to podobno nie to samo. Że dzisiaj geje mogą po prostu być razem i społeczeństwo raczej daje im spokój. Że można jeździć po świecie jako para i nikt nie robi z tego sprawy. Że można iść na imprezę i nie zastanawiać się, czy przyjedzie policja i czy rano obudzisz się w celi. Że nie trzeba zakładać maski hetero za każdym razem, kiedy wychodzi się z domu.
Mówił to bez pretensji. I to było najgorsze. Wolałbym, żeby był zły.
Siedziałem i myślałem o wszystkich rzeczach, na które narzekałem w tym roku. Lista nie była długa, ale była. Przy nim brzmiała jak skargi kogoś, kto dostał prezent i marudzi, że papier nie ten.
Pod koniec mi podziękował. Nie za tequilę. Za to, że od dawna nikt nie traktował go jak normalnego rozmówcy. Jak kogoś, z kim się po prostu gada.
I tu muszę być uczciwy, bo łatwo byłoby skończyć na tym, jaki ze mnie porządny człowiek.
Lubię myśleć, że z każdym da się pogadać, nie oczekując niczego w zamian. I zwykle tak robię. Ale gdybym tamtej nocy przyszedł do sauny po to samo co wszyscy, przeszedłbym obok tego rogu dokładnie tak jak oni. Nie ze złości. Po prostu nie przyszłoby mi do głowy, że tam w ogóle ktoś siedzi. Byłem pijany, zmęczony i niczego nie szukałem. To nie była żadna cnota, tylko zbieg okoliczności.
O samotności starszych gejów czyta się w raportach i artykułach naukowych. Z bliska wygląda jak pół pustej ławki w zaparowanym pokoju, na którą nikt nie siada.
A potem przyszła myśl, której nie chciałem. Ile lat dzieli mnie od tego rogu?
Policzyłem w taksówce. Kurwa. Wolałbym nie liczyć.
Do domu wróciłem koło szóstej. Kac nie odpuszczał przez trzy dni. Trzy pełne dni leżenia, picia wody i obiecywania sobie, że już nigdy nie będę mieszał, chociaż wiem, że to obietnica z tych, które składa się głównie po to, żeby je złożyć.
Ale żyję.
Nie wiem, czy Brian jeszcze tam wraca. Pewnie tak. Pewnie siedzi w tym samym rogu, na tej samej górnej ławce, z tym samym wolnym miejscem obok.
Nie piszę tego, żeby ktoś poczuł się winny. Sam nie wiem, czy następnym razem bym się dosiadł, gdybym przyszedł z innym planem na noc. Chciałbym powiedzieć, że tak. Nie powiem.
Ale wciąż myślę o tej połowie tequili. Że wypił ją nie dlatego, że chciał się upić. Tylko dlatego, że ktoś go do czegoś namawiał. Jak kogoś, kto jeszcze może.
A ty? Kiedy ostatnio usiadłeś obok kogoś, od kogo niczego nie chciałeś?
Zanim odpowiem na pytanie, to napiszę że to bardzo dobry wpis. Podoba mi się, a zanim doczytałem do końca o bezinteresowności, właśnie o tym myślałem. Fragment o saunie przeczytałem dwa razy 👍
Tu, w PL zwłaszcza w mniejszym miasteczku wciąż wygląda to inaczej, ale nie o tym.
Co do pytania – nie jestem w stanie jednoznacznie odpowiedzieć, bo w podobnych sytuacjach siadam obok, aby wymienić dwa/trzy zdania, a gdy jest miło to i więcej (porozmawiać). Oczywiście sam nigdy nie zaczynam, bo mogłoby być to zbyt natarczywe lub zakłócające ciszę. Podczas kolejnego spotkania jest już luźniej i swobodniej można się poczuć, choć nie oznacza to jakiegokolwiek spoufalania.
Czyli to się nie liczy, bo to już chyba jest jakiś interes.
PolubieniePolubienie
Nie ma co się oszukiwać, kult młodości, pięknego smukłego ciała był i jest zawsze dobrze widoczny. Brian powiedział tylko to co jest oczywiste. Każdy z nas będzie w tej sytuacji wcześniej czy później i tylko ten nieubłagany czas będzie szedł swoim rytmem.
PolubieniePolubienie
Na sauny nie chodze, o seksie slysze glownie od znajomych albo o nim czytam. Poza tym lubie po ciemku wiec mi to nie grozi 😀
PolubieniePolubienie