Jest druga w nocy. Ktoś leży w łóżku, telefon świeci mu w twarz, a on wpisuje w okienku czatu zdanie, którego nie powiedziałby na głos nikomu. „Czy to normalne, że mój partner tak się zachował?” Enter. Odpowiedź przychodzi po trzech sekundach, uporządkowana w punkty, uprzejma, bez cienia zniecierpliwienia. Żaden przyjaciel nie odpisałby o tej porze. A już napewno nie aż tak dogłębnie i cierpliwie nawet gdyby akurat nie spał.
To już nie jest ciekawostka z rubryki „technologia zmienia nasze życie”. To coś, co dzieje się codziennie, w milionach telefonów, i o czym mało mówi się głośno, bo brzmi trochę żałośnie kiedy się to nazwie wprost: ludzie budują relację poradzczą z programem, który nie ma pojęcia kim są.
Zapytanie AI o radę w sprawach uczuciowych stało się nawykiem tak powszednim jak sprawdzanie pogody. Różnica jest taka, że ani pogody ani AI nie da się urazić – więc pytamy je o rzeczy, przy których człowiek by się zgrymasił.
Dlaczego akurat bot, a nie człowiek? Pierwszy powód jest prosty i trochę wstydliwy- bot się nie krzywi. Nie pamięta, że rok temu mówiłeś dokładnie to samo o poprzednim związku. Nie robi tej miny, którą robi przyjaciółka, kiedy po raz trzeci opowiadasz jej o tym samym facecie. Możesz wrócić do tego samego pytania dziesięć razy i dostaniesz dziesięć razy tę samą cierpliwość, bo maszyna nie ma pamięci emocjonalnej, która by się zmęczyła. To mega wygodne. Podejrzanie wygodne ,bo prawdziwa relacja, ta z krwi i kości, właśnie na tym się opiera, że ktoś pamięta, że ktoś się czasem zmęczy, że ktoś ma prawo powiedzieć „aha znowu to samo”.
Drugi powód jest bardziej podstępny. AI brzmi jak bezstronny sędzia. Zadajesz pytanie, dostajesz odpowiedź złożoną z akapitów, czasem nawet z ładnie wypunktowaną listą „red flags” i to brzmi jak wyrok wydany z zewnątrz – obiektywnie.
Tylko że to nie jest z zewnątrz. To jest dokładne odbicie tego co samemu wpisałeś. Bot nie zna drugiej strony. Nie widział, jak tamten człowiek posmutniał kiedy usłyszał te słowa. Nie wie, że ty akurat tego dnia byłeś już wcześniej zły o coś zupełnie innego i przelałeś to na tego kogoś przy pierwszej okazji. Dostajesz opinię, która wygląda na bezstronną, a jest tylko lustrem – uprzejmym, cierpliwym, które nigdy ci nie powie, że coś przeinaczasz albo że wprost skłamałeś.
Łatwiej wpisać zdanie niż wybrać numer w telefonie. Łatwiej dostać odpowiedź, która nie wymaga tłumaczenia się z tego, dlaczego dzwonisz akurat teraz, akurat z tym.
To właśnie się traci. Człowiek, który cię zna, czasem powie coś, co zaboli, zanim pomoże. Skonfrontuje cię z wersją zdarzeń, której nie chcesz przyjąć. Zapyta „a co ty właściwie zrobiłeś, zanim on to powiedział”. Bot tego nie zrobi. Nie ma w tej rozmowie żadnej stawki. Jeśli twój związek się rozpadnie, nic go to nie kosztuje – a jeśli przetrwa – nic nie zyska. Człowiek, który się o ciebie martwi, ryzykuje coś, kiedy mówi ci prawdę. Może się na ciebie obrazić. Może stracić cierpliwość. Program nie ryzykuje niczego, więc łatwo do niego wracać – rozmowa bez ryzyka zawsze wygrywa z tą, w której ktoś może wyjść i jebnąć drzwiami.
Nie wiem, czy to naprawdę pomaga, czy tylko odracza tą jedną rozmowę, którą summa summarum i tak trzeba będzie kiedyś odbyć z człowiekiem. Na głos. Bez okienka czatu między wami. Może odpowiedź o drugiej w nocy daje ulgę na tyle długo, żeby dało się zasnąć. A rano i tak trzeba wstać i zadzwonić.
Idąc po najmniejszej linii oporu ludzie wybierają to, co najprostsze. A skoro jest taka możliwość, to korzystają. Wolny wybór. Czy najlepszy? Oczywiście że nie, ale o tym już każdy sam decyduje.
PolubieniePolubienie