Prawie miesiąc później

Prawie miesiąc. Tyle już minęło od powrotu do nowej-starej pracy, którą znam a i tak zdążyła mnie zaskoczyć na kilka sposobów, o jakich bym nie pomyślał.

Zacznę od tego, co ciężkie, bo najwięcej z tego miesiąca zajęło. Szkolenia. Masa szkoleń. Nie dlatego, że czegoś nie umiem, tylko dlatego, że HR musi mieć podkładkę, że wszystko się zgadza. Przyznam się, ze po prostu z jakiegoś powodu sądziłem, że właśnie jako ten ‚powracający’ będę miał mniej tego do roboty – niestety. Więc siedzę i klikam przez te „treningi online” tak, jakbym nigdy w życiu nie pracował w tym zawodzie. Klik, następny slajd, klik, quiz na końcu, klik, certyfikat, którego i tak nikt nie zobaczy.

Harmonogram też mnie na razie nie rozpieszcza. Przez te szkolenia muszę siedzieć w biurze w ciągu dnia, a ja przez ostatnie dziewięć lat przyzwyczaiłem się do pracy w nocy, bez managementu, bez chaosu i w spokoju. Lubię prace w nocy, sam decyduje co, kiedy i jak – i o ile wszystko jest zrobione poprawnie nikt nie kwestionuje moich decyzji. Mój chronotyp jest ustawiony na wieczór i teraz się o tym boleśnie przekonuję każdego ranka, kiedy budzik dzwoni o godzinie o której zazwyczaj dopiero szedłem spać. Musze się jakoś przemęczyć.

Jest jednak plus, i to spory. Cała papierologia, która zwykle ciągnie się w nieskończoność, tym razem poszła zaskakująco szybko. Dokumenty urzędu skarbowego, wyciąg z policji, zatwierdzenie CAA/TSA. Zawsze to jest najdłuższy i najbardziej nerwowy etap, a tu nagle wszystko poszło sprawnie. Tym bardziej mnie to cieży bo ostatnio mimo, ze kogoś zatrudnili to po 3 miesiącach i tak musieli mu podziękować za współpracę przez właśnie ‚nieczyste papiery’ – z urzędami nie wygrasz.

Był też moment, który mnie rozbawił bardziej niż powinien. Obowiązkowy kurs odświeżający na wózek widłowy, który w teorii powinien trwać tydzień. Manager magazynu przyklepnął mi go w piętnaście minut. Mrugnął przy tym okiem i powiedział „you already know that”. I tyle. Tydzień szkolenia zamknięty w piętnastu minutach i jednym mrugnięciu. Ale prawdą jest, ze faktycznie to nic nowego dla mnie i była to tylko kwestia podpisu. a moze to kwestia że się lubimy? Może.

Dobrze też było słyszeć z każdej strony „good to have you back”. Naprawdę dobrze, nie ironizuję. Tylko że jest w tym też coś, co mnie trochę niepokoi. Nie chciałbym, żeby teraz wszyscy naraz zaczęli pokładać we mnie oczekiwania, jakbym samą swoją obecnością miał rozwiązać wszystkie problemy które się tam nazbierały, zanim wróciłem.

W tym tygodniu w końcu rozpakowałem karton ze swoimi rzeczami z poprzedniej pracy. Stał w kącie od miesiąca, zamknięty, jakbym nie do końca chciał się przyznać, że to już się dzieje naprawdę. Sam nie wiem jeszcze co czuję – może potrzebuję więcej czasu żeby to przetrawić.

8 myśli w temacie “Prawie miesiąc później

  1. Jak przeczytałem, jak pisałeś o tych obowiązkowych szkoleniach online i przeklikiwaniu kolejnych durnowatych slajdów bez możliwości choćby na chwilę odejścia od komputera, to od razu wróciły do mnie wspomnienia z mojej poprzedniej pracy. Aż sam się uśmiechnąłem, choć zaraz potem zrobiło mi się ciebie trochę żal. Przyznam, że zakręciła mi się łezka na myśl o tym, ile czasu sam musiałem poświęcić na te wszystkie bezduszne durnowate szkolenia, tylko po to, żeby na końcu dostać wirtualny laurke i odhaczyć kolejny firmowy obowiązek.

    Jeśli po latach spotykasz ludzi, z którymi kiedyś pracowałeś i słyszysz od nich miłe slowa, to chyba nie może być nic fajniejszego. Tzn. że dobrze cię wspominają, że zostawiłeś po sobie dobre wrażenie i właśnie takim cię zapamiętali – myślę, że to powod to satysfakcji.

    A że masz wrażenie, iż wszyscy nagle zaczęli pokładać w tobie wielkie nadzieje, jakby sam powrót miał rozwiązać wszystkie problemy, które zdążyły się tam nagromadzić, to wydaje mi się, że to bardziej twoje wewnętrzne ludzkie odczucie niż rzeczywistość. Po prostu byłeś megalubiany, znałeś się na swojej pracy i ludzie zwyczajnie cieszą się, że wrócił ktoś ze starej ekipy, ktoś, komu nie trzeba tłumaczyć wszystkiego od podstaw i kto od razu odnajdzie się w tym dzikim środowisku.

    Dziś patrzysz na to miejsce z innej perspektywy niż kiedyś i to jest to, daj sobie trochę czasu. Za 3 – 6 miesięcy sam będziesz wiedział, czy to nadal jest miejsce dla ciebie. A jeśli dojdziesz do wniosku, że jednak nie, po prostu zaczniesz szukać czegoś nowego.

    Polubienie

    1. To prawda jest to miłe słyszeć że ktoś ma o tobie pozytywne zdanie, to znaczy że chyba nie byłem najgorszy w tym co robię a i personalnie byłem zawsze całkiem wporzadku czlowiekiem. Ale przysięgam chyba pierwszy raz od dawna nie jestem w stanie jednoznacznie określić swojego zdania o tym powrocie do pracy. To tak jakby ktoś narysował koło w nim wszystkie możliwe odpowiedzi a ja mentalnie jestem tą domowym punktem poza tym kołem. Nawet nie wiem jak to nazwać.

      Polubione przez 1 osoba

          1. Nie przyspieszysz tego, pisz sobie albo zapamiętuj co się będzie działo przez następne miesiące, potem otwierasz bloga, czytasz i wiesz czy decyzja była dobra czy się pomyliłeś.
            Taka autoterapia za darmo 🙂

            Polubienie

Dodaj komentarz

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.