Wypompowany, ale (prawie) bez stresu

Zero stresu. Tak mówię, kiedy ktoś pyta, jak w pracy.

I w sumie to nawet prawda. Wróciłem do dawnej firmy, na stanowisko po kimś, kto siedział tam cztery lata. Dostałem osiem dni szkolenia. Osiem. Bo przecież znam system, więc wszystko jasne. Tyle że system to jedno, a dział, klienci i cała reszta, której nikt mi nie wytłumaczył, to drugie. Zadania wpadają bez instrukcji, bo ktoś założył, że ja już wiem. Nie wiem. Robię, ile umiem, a resztę zostawiam tym, którzy wiedzą więcej. Czasem poprzeklinam pod nosem. Nie rwę sobie włosów z głowy, nie leżę w nocy i nie układam tłumaczeń na wypadek, gdyby management zapytał, czemu coś jest zrobione tak, a nie inaczej. Albo wcale.

I chyba to był dobry powrót. Naprawdę.

Tylko że po pracy jestem wypompowany. Przez trzy tygodnie w wolne dni nie wychodziłem z łóżka, a gdyby nie pies, pewnie nie przekroczyłbym nawet progu drzwi. Nie mogę tego nazwać stresem, bo stres to jednak coś, co się czuję. U mnie to raczej zmęczenie, które się napatoczyło po zmianie, do tego ten moment roku, kiedy lato się kończy, a jesień jeszcze nie wie, co z sobą zrobić.

A pogoda w tym roku robi mi na złość, w dobrym sensie. O tej porze rok temu padało od tygodni było szaro i depresyjnie, a teraz mam jedną z najcieplejszych jesieni, jakie pamiętam. I może dlatego w końcu wyszedłem do ludzi. Z Rasem wylądowaliśmy na Vauxhall, piwo w Royal Vauxhall Tavern, potem dwa kolejne bary, a ostatecznie Waterloo. Skończyło się o ósmej rano. Z Waterloo wziąłem Jubilee, na Green Park przesiadka na Piccadilly i gdzieś po drodze odpłynąłem. Nawet nie wiem kiedy. Dziw, że nie przegapiłem swojej stacji.

I tu jest ta część, o której ciągle zapominam: ta jedna noc dała mi więcej niż trzy tygodnie leżenia.

Za kilka dni czterdziestka znajomego. Wziąłem wolne, żeby pomóc to ogarnąć. W naszej ekipie od muzyki i świateł jestem ja, pozostałość po starym życiu w Polsce, gdzie robiłem to dla własnej przyjemności.

Zobaczymy, jak będzie.

Jedna myśl w temacie “Wypompowany, ale (prawie) bez stresu”

  1. ZNam to o czym piszesz o pracy, bo u mnie wiele z tych rzeczy wyglądało bardzo podobnie tzn stanowisko, oczekiwanie, że „przecież już wiesz”, zadania wpadające bez większego kontekstu czy instrukcji i konieczność domyślania się reszty. Momentami miałem wrażenie, że to jakiś niepisany standard, bo dostajesz kilka dni wdrożenia i potem radź sobie, bo skoro cię zatrudnili, to znaczy, że powinieneś już wszystko wiedzieć.

    Trzymam kciuki za tę 40. urodziny, żeby było tam dużo dobrej zabawy i poczucia, ze dobrze było wyjsc z domu.

    Polubienie

Dodaj komentarz

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.