Coming out, który nigdy się nie kończy

Recepcjonista w robocie o dziewiątej rano, w budynku przy lotnisku, pyta mnie, czy mam żonę. Nie 'partnera'. Nie 'kogoś'. Żonę. Patrzy na mnie tak, jakby to pytanie nie miało w sobie żadnego ryzyka, bo dla niego go nie ma. Dla mnie w tej sekundzie jest ich kilka na raz: powiedzieć prawdę i zobaczyć, co zrobi … Czytaj dalej Coming out, który nigdy się nie kończy

53 dni bez deszczu

Pada. Pierwszy raz od pięćdziesięciu trzech dni. Nie liczyłem tego w żadnej aplikacji, z dumą amatora statystyk sprawdzającego wykresy. Po prostu w pewnym momencie dotarło do mnie, że nie pamiętam, kiedy ostatni raz słyszałem ten dźwięk na parapecie. Londyn niby zbudował swoją tożsamość na deszczu, a potrafi mnie zaskoczyć suszą ciągnącą się prawie dwa miesiące. … Czytaj dalej 53 dni bez deszczu

Kiedy zamiast do przyjaciela piszesz do AI o związku

Jest druga w nocy. Ktoś leży w łóżku, telefon świeci mu w twarz, a on wpisuje w okienku czatu zdanie, którego nie powiedziałby na głos nikomu. "Czy to normalne, że mój partner tak się zachował?" Enter. Odpowiedź przychodzi po trzech sekundach, uporządkowana w punkty, uprzejma, bez cienia zniecierpliwienia. Żaden przyjaciel nie odpisałby o tej porze. … Czytaj dalej Kiedy zamiast do przyjaciela piszesz do AI o związku

Prawie miesiąc później

Prawie miesiąc. Tyle już minęło od powrotu do nowej-starej pracy, którą znam a i tak zdążyła mnie zaskoczyć na kilka sposobów, o jakich bym nie pomyślał. Zacznę od tego, co ciężkie, bo najwięcej z tego miesiąca zajęło. Szkolenia. Masa szkoleń. Nie dlatego, że czegoś nie umiem, tylko dlatego, że HR musi mieć podkładkę, że wszystko … Czytaj dalej Prawie miesiąc później

Został tylko odcisk neonu na ścianie

Tottenham Court Road, zawsze ten sam plan Zawsze to samo miejsce. Tottenham Court Road, wyjście z metra - nikt nie musiał pisać dokładnie gdzie, bo „idziemy do G-A-Y" było całym planem na wieczór. Stamtąd kilka minut piechotą do Soho. Na dole zawsze stała kolejka do baru. Podłoga na parkiecie kleiła się od porozlewanych drinków - … Czytaj dalej Został tylko odcisk neonu na ścianie

Ghosting 101 – Dlaczego wolimy zniknąć niż powiedzieć „to koniec”.

Trzy kropki. Widzisz je, znikają, wracają aż w końcu znikają na dobre. Piszesz coś głupiego pół godziny później, "hej, wszystko okej?", i nic. Ani jedno słowo, żadnego "przepraszam, teraz nie mam czasu", nic. Tylko cisza, która trwa tak długo, że w końcu przestaje być ciszą - staje się odpowiedzią samą w sobie, tylko nikt jej … Czytaj dalej Ghosting 101 – Dlaczego wolimy zniknąć niż powiedzieć „to koniec”.

Twoje życie nie jest gorsze. Po prostu widzisz najlepsze momenty czyjegoś.

Kiedyś porównywałeś się z sąsiadem przez płot. Widziałeś jego nowy samochód, jego trawnik, jego żonę (albo faceta) w ogrodzie, i to wystarczało, żeby popsuć ci humor na cały wieczór. Teraz masz kilkuset sąsiadów naraz, w telefonie i każdy z nich jest akurat na Mykonos, akurat ma idealne ciało, akurat całuje się na tle zachodu słońca … Czytaj dalej Twoje życie nie jest gorsze. Po prostu widzisz najlepsze momenty czyjegoś.

Optymizm, w który nie wierzę, i optymizm, w który zacząłem wierzyć

Nie lubie słowa "optymizm". Nie samego zjawiska - słowa. A może po prostu znielubiłem bo przez większość życia słyszałem je głównie od ludzi, którzy sami go nie mieli, tylko potrzebowali, żebym to ja go miał. Ktoś mówi ci "bądź optymistą" i to rzadko jest rada. To prośba. Czasem żądanie, ubrane w miękki głos, żeby nie … Czytaj dalej Optymizm, w który nie wierzę, i optymizm, w który zacząłem wierzyć

Skąd bierze się „gejowski głos” – i dlaczego to nie jest to, co myślisz

Chyba nikt nigdy nie powiedział, że mój głos brzmi gejowsko. Raczej odwrotnie- zaskoczenie, że nie brzmi. Jakby to była jakaś ulga dla rozmówcy, albo mały test, który przeszedłem bez świadomości, że w ogóle trwa. Ciekawe, że chyba raczej nikt w ogóle nie zastanawia się nad własnym głosem, dopóki ktoś inny nie zrobi tego za nich. … Czytaj dalej Skąd bierze się „gejowski głos” – i dlaczego to nie jest to, co myślisz

Załamanie nerwowe w pracy zmieniło mnie na zawsze

Jutro zaczynam nową pracę. No dobra, skłamałem już w pierwszym zdaniu - to nie jest nowa praca. To stara praca, tylko ja jestem już inny.Wracam tam, skąd odszedłem, bo poprosiła mnie o to moja była - a teraz już przyszła - managerka (która bardzo cenię). No i lepsza kasa rzecz jasna. I zanim ktoś pomyśli, … Czytaj dalej Załamanie nerwowe w pracy zmieniło mnie na zawsze